Po ostatniej podróży pociągiem, zdałam sobie sprawę, że takie podróżowanie sprawie mi wielką przyjemność. Mogę spokojnie pogrążać się w refleksji nad własną egzystencją, obserwując wszystko co mijam za oknem i popijać herbatę nie martwiąc się niczym konkretnym. Niedawno zauważyłam, że coraz częściej zatracam się w myślach. Jak wcześniej udawało mi się nad tym panować, tak teraz całkowicie wymyka mi się to spod kontroli i orientuję się na przykład po kilku minutach rozmowy, że totalnie nie wiem o czym ktoś do mnie mówi. Mam nadzieję, że to przez ten jesienny nastrój, który w zasadzie kojarzy mi się głównie z rozmyślaniem.
/skirt - sh, sweater - Reserved, coat - Benetton, shoes - H&M, jewellery - gift from my boyfriend/
Zaczęłam tworzyć ten post kilka dni temu. Chciałam wtedy napisać, że mimo iż lubię Kraków i cieszę się że tu mieszkam, to jednak uwielbiam z niego wyjeżdżać. Nie chodzi mi tym razem o podróżowanie, tylko o odpoczynek, spokój i po prostu zmianę. Często męczy mnie zbyt długie przebywanie w tym mieście. Potrzebuję wyjechać, coś zmienić, przestać myśleć o problemach jakie mnie tutaj trzymają.
Od kilku dni (jak już pisałam we wcześniejszym poście) marzę o wolnym weekendzie. Tak się składa, że najbliższy właśnie taki powinien być. Powinien - bo oczywiście nie będzie. Chociaż w sumie jeśli przez te 2 dni będę miała masę przyjemnych rzeczy do zrobienia to można chyba uznać, że będzie to stosunkowo wolny weekend. Muszę jednak przyznać, że nie lubię (zazwyczaj!) bezczynnego siedzenia w domu. Owszem, czasem każdy tego potrzebuje, ale zazwyczaj kończy się to przesiedzeniem całego dnia przed komputerem, w efekcie czego nie robi się niczego produktywnego.
Zapowiadał się piękny dzień, a znów skończył się burzą. Muszę stwierdzić, że obecny tydzień jak i ten przyszły (tak myślę) będą należeć do najbardziej rozleniwionych tygodni w dziejach ludzkości. Nie będę się jednak usprawiedliwiać tym, że padał deszcz czy była burza, stwierdzę jedynie że są wakacje więc trochę (tak, TROCHĘ) lenistwa nie zaszkodzi w pryzmacie tego co ma się zacząć już 1 września :).
Zainspirowana obecną modą, znalazłam kilka zestawów według mnie obecnie modnych. Zauważyłam, że w tych które wybrałam przeważają koszulki/bluzki/topy z wyraźnym biustonoszem. Nie widziałam jeszcze chyba nikogo kto na ulicy podobnie by się ubrał. Wydaje mi się, że w Polsce nie jest to za częste zjawisko. Zaraz ludzie zaczęliby wytykać palcami i mówić że to obnażanie. Dziwne, że na przykład w Ameryce taki strój to codzienność. Szkoda, że w naszym kraju pod względem mody jest zupełnie inaczej.
Chciałabym bardzo, żeby w mojej garderobie znalazło się choć kilka z tych ciuchów. Na razie jednak nie jest to możliwe. Szkoda... Ale może niedługo to się zmieni. Mam zamiar zmienić całą zawartość mojej szafy. Wracając do modnych obecnie widocznych biustonoszy przypomniałam sobie, że w teledysku
Goodwill & Hook N Sling - Take You Higher bohaterka też ma go na sobie. Do tego widać, że są to body. Jest ubrana bardzo stylowo, ale delikatnie. Niby ta piosenka to hit zeszłorocznego lata, a jednak ta dziewczyna ma na sobie to co jest modne teraz. To może świadczyć o dwóch rzeczach:
albo jesteśmy zacofanym krajem i wszystko dochodzi do nas z opóźnieniem
albo trendy powracają i znikają na okrągło.
Oba założenia dla mnie są prawdziwe. Pierwsze ciężko udowodnić, ale drugie jest ewidentne i łatwe do zaobserwowania. Co do reszty zestawów: szorty, spódniczki, sukienki i koszulki - galaxy i lew. Galaxy już powoli przechodzi. Coraz mniej nastolatek "przebranych w kosmos" widzę. Dziwne, przed chwilą jeszcze był na to szał. Widać im więcej tego na ulicy tym szybciej traci na wartości. Tak samo można powiedzieć o litach. Straaasznie mnie się te buty podobały, nie kupiłam ich choć zamierzałam, ale chyba nic nie straciłam. Domyślam się że zaraz znowu wrócą na podium modowe, może wtedy się skuszę. A który zestaw dla mnie jest najlepszy? Ciężko stwierdzić, każdy coś w sobie ma. Ale zdecydowanie najbardziej przemawia do mnie ten ze spodenkami w kwiatki, nie wiem dlaczego. Może przez brak przesady i kolory jakie tam dominują.
A na koniec mam dla Was właśnie tą piosenkę, o której była mowa. U mnie w pokoju wciąż ją słychać.